Zamiast używać dopalaczy, fotografujcie bobasy
Tak to już jest, że tylko bardzo małe dzieci lubią być fotografowane. Starsze chyba rozumiejąc, że chcemy się głównie chwalić naszymi potomkami (kto tego nie lubi?), unikają obiektywu jak ognia. A przecież dla nas dorosłych, wszystkie zdjęcia dzieci są najpiękniejszym działem sztuki. To przecież instynkt przetrwania gatunku sprawia, że dzieci są pod szczególnym naszym nadzorem. Czy trzeba się jednak na to obrażać, że to hormony w naszym ciele decydują? Ależ nie, lecz wręcz przeciwnie – należy czerpać z tego ile się da. Zamiast dopalaczy, album fotek dzieci. Daje to taki sam, jeżeli nie lepszy, odlot, a do tego bezpieczny i przez wszystkich akceptowany. Dlatego proponuję nowe hasło: w miejsce dopalaczy, fotografujmy bobasy! W tym miejscu chyba winno paść pytanie o płeć autora. 96% odpowie: to na pewno jakaś baba! Niespodzianka! Jestem 100% mężczyzną! I nie przeszkadza mi to spędzać wiele czasu nad albumami ze zdjęciami moich dzieci. Dzięki temu łapię oddech i nowe siły do codziennej walki o byt. Świat pełen dzieci, moich i nie moich, jest piękniejszy i mądrzejszy. Być może ktoś sądzi inaczej, ale powiem od razu, że uważam go za okaleczonego przez los, bo traci coś szczególnie istotnego, coś co zawiera się w prostym słowie: dziecko. Może trochę za dużo patosu wylało się ze mnie na koniec tej notatki, ale tak to czuję i w to właśnie wierzę. A Tobie drogi czytelniku tylko proponuję: spróbuj! Nie pożałujesz!
.
Popularity: unranked

