Wysłano mnie na Sycylię by ocenić tamtejsze hotele w Palermo, a dokładnie ich restauracje. Wraz z wydawnictwem zabraliśmy się do stworzenia jednego w swoim rodzaju przewodnika po Włoszech. Ów książka jednak, nie jest typowa, ponieważ oprowadza ona turystów po najlepszych restauracjach tamtejszego regionu. Jak wiadomo, żeby ocena była wiarygodna, właściciele nie mogą wiedzieć o moim przybyciu, toteż przebieram się bardzo często. Za wszystko płaci wydawnictwo także kosztami się nie muszę przejmować. Jak do tej pory nie zdarzyło mi się bym została rozpoznana. Każdą restaurację odwiedzam dwa a czasem nawet trzy razy, po to by ocena nie mogła zależeć od mojego gorszego dnia, nastroju szefa kuchni czy też innych zewnętrznych czynników.
Te kilkurazowe odwiedziny są również po to by nie wyglądać podejrzanie, dzięki temu mój stół nie ugina się pod ciężarem ogromnej liczby talerzy jakbym nie jadła przez ostatnie dwa miesiące. Mam do odwiedzenia 35 hoteli w Palermo, pozostałymi regionami zajmują się moi koledzy. Tak po prostu idzie sprawniej. Stosujemy wspólnie tę samą taktykę. Jestem już po zasmakowaniu w osiemnastu restauracjach i wniosek nasuwa mi się ten sam: większość z nich niczym się nie wyróżnia, są wręcz jak wierne kopie. Udało mi się znaleźć jedną perełkę. Hotel posiadał aż trzy restauracje, każda o innej aranżacji. Nastrój panujący w nich pasował do danego efektu, który chcieliśmy osiągnąć: jeśli miała to być romantyczna kolacja, była sala o romantycznym wnętrzu, jeśli miał to być radosny obiad z dzieci, to taki też – radosny – był wystrój w środku, natomiast na wielkie uroczystości była zarezerwowana największa sala restauracyjna. Było w nich dużo przestrzeni dzięki czemu człowiek mógł się w nich spokojnie zrelaksować.
Personel uśmiechnięty, sprawny, dania do stolika docierały jeszcze ciepłe (o dziwo nie zawsze jest to standardem), a co najważniejsze były przepyszne. Zwiedziłam każdą z tych trzech restauracji i muszę powiedzieć, że właściciele przeszli samych siebie. Zarówno pod względem doboru pracowników jak i całej koncepcji tego miejsca. Opiszę tylko jedną z nich, o nazwie “Gioia” co znaczy “radość”. Na początek jedna z najpopularniejszych przystanek: caponata o słodko-kwaśnym smaku. Są to bakłażany doprawione pomidorami, kaparami, oliwkami z selerem naciowym i rodzynkami. Tę potrawę jadłam już w kilku poprzednich restauracjach ale tylko tutaj do opisania zabrakło mi słów. Na danie główne zamówiłam oczywiście makaron, który jest w tym regionie najpopularniejszy, a dokładnie “pasta con le sarde”, czyli zapiekany makaron z orzeszkami pinii, rodzynkami, kaparami, sardynkami i koprem włoskim o anyżkowym smaku. Wydawać by się mogło, że składniki te do siebie zupełnie nie pasują, jednak uwierzcie mi, smak tej potrawy zniewala. Na koniec nie mogło się obyć oczywiście bez deseru czyli cassaty. Jest to tort z kandyzowanymi owocami z serkiem ricotta. Wszystkie dania łącznie z atmosferą panującą w tym miejscu sprawiły, że była to najlepsza hotelowa restauracja, jaką do tej pory zwiedziłam i z pewnością w książce znajdzie się dla opisania jej dużo miejsca.
Popularity: unranked